Plakat "Jak daleko jak blisko "

„Pejzażowość” w filmie

Motyw pejzażu przekłada się w filmie na problem konwencji filmowania, czyli estetyki zdjęć. „Pejzażowość”, w jej podstawowym znaczeniu, możemy znaleźć we wspomnianej już Dolinie Issy Tadeusza Konwickiego, ale też w innych jego filmach: Ostatni dzień lata (1958 r.), Zaduszki (1961 r.) czy Jak daleko stąd, jak blisko (1971 r.). Długie ujęcia kamery, mgły, półmroki, zachodzące słońce – to charakterystyczne tropy w twórczości Konwickiego-filmowca.

Ale na miano nr 1 polskiego kina pejzażowego zasługują na pewno Dwa księżyce, film z 1993 r. w reż. Andrzeja Barańskiego, według zbioru opowiadań Marii Kuncewiczowej. Można bowiem powiedzieć, że bez ujęć pejzażu ten film w ogóle nie mógłby zostać zrealizowany. Rzecz dzieje się w lubelskim Kazimierzu, między Wisłą a okolicznymi wąwozami, a bohaterom przyświecają w letnie noce dwa symbolicznie różne księżyce, zaznaczając i w ten sposób dzielącą ich przestrzeń. Za zdjęcia odpowiadał Ryszard Lenczewski, jeden z najbardziej wybitnych dziś mistrzów kamery. Andrzej Barański jako reżyser słynie z filmów podejmujących problematykę polskiej prowincji, obrazów uderzających w tony liryczne, ale też z odcieniami refleksyjnymi i filozoficznymi, czasem nawet podejmującymi wątki autobiograficzne.


Sporego ładunku pejzażowości doszukać się można także w Pełni Andrzeja Kondratiuka z 1979 r., zapomnianym po trosze nostalgicznym portrecie polskiej prowincji. Warszawski architekt (Tomasz Zaliwski) pragnie odpocząć od miejskiego zgiełku i wyjeżdża na niewielką wieś. Kontakt z mieszkańcami prowincji przypomina mężczyźnie o prostocie życia. Towarzyszą mu panoramy Wisły, nadwiślańskich łęgów, pól, i wertepów. Zdjęcia do filmu nakręcił Witold Leszczyński. Podobnych motywów w twórczości Andrzeja Kondratiuka jest zresztą sporo, wystarczy wymienić m.in. Gwiezdny pył (1982 r.), Wrzeciono czasu (1995 r.) albo Słoneczny zegar (1997 r.).